poniedziałek, 4 lutego 2013
Obudził mnie krzyk Narcyzy, wołającej mnie na śniadanie. Wstałam z wielkiego łóżka i spojrzałam w lustro. Urodę odziedziczyłam z pewnością po ciotce wołającej mnie w tej chwili z dołu. Długie, jasne, proste, włosy związałam w niskiego kucyka, założyłam szlafrok i zeszłam do wielkiej, przestronnej kuchni, w której krzątał się Zgredek - nasz domowy skrzat. Przy stole siedział już mój kuzyn, Draco. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Szybko Zgredku, podaj Konkordii śniadanie - powiedziała Narcyza.
Zgredek kiwnął głową i podał mi kanapki z kawiorem i sok dyniowy.
- Rodzice kupują mi i całej drużynie Ślizgonów nowe miotły - oznajmił z dumą Draco.
- Jaki model? - zapytałam.
- Nimbus 2001.
Uśmiechnęłam się mimo woli. Byłam zdenerwowana. Narcyza dokładnie to wyczuła.
- Konkordio, nie przejmuj się, że nie jest pewne, czy trafisz do Slytherinu. To nie twoja wina - powiedziała z lekkim uśmiechem na ustach, ale z zakłopotaniem w oczach. Miała rację. To nie moja wina. To wina mojej matki, bo związała się z mugolem i uczyniła ze mnie mieszańca. Matka mnie porzuciła, wolała Nimfadorę - moją starszą siostrę. Przygarnęła mnie Narcyza. Zamyślona nie zauważyłam jak Amortencja, mój kot, wskoczył mi na kolana. Pogładziłam jej czarne futerko, wzięłam ją na ręce i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zaraz gdy tam weszłam w pośpiechu się ubrałam, uczesałam i złapałam list z Hogwartu. Gdy zeszłam na dół, Narcyza, Lucjusz i Draco już na mnie czekali. Na dworze stał już samochód Ministerstwa Magii - miejsca pracy Lucjusza. Gdy byliśmy już na ulicy Pokątnej poszłam z Narcyzą do Madame Malkin, kupić szatę, a Draco z Lucjuszem poszli w inną stronę.
Następnie poszłyśmy do Ollivandera - wytwórcy różdżek. Gdy weszłyśmy do pustego, ciemnego sklepu, pan Ollivander spojrzał na mnie.
- O, panna Tonks. Spodziewałem się pani - powiedział - Witaj Narcyzo - po chwili dodał.
Uważnie mu się przyglądałam.
- Na początku - powiedział podając mi różdżkę - może ta?
Wzięłam ją do ręki i machnęłam. Wszystkie wazony pękły i trysnęła z nich woda. Pośpiesznie odłożyłam różdżkę. Pan Ollivander nic nie powiedział, tylko od razu zaczął szukać innej. Było jeszcze kilka nieudanych prób. W końcu wziął niepewnie jedno pudełko, jakby się wahał czy mi je dać. Ostatecznie jednak podał mi różdżkę, która była w środku. Wzięłam ją do ręki. Była ciemnobrązowa, sztywna, krzywa. Ogarnęło mnie cudowne uczucie, poczułam przyjemny chłód na całym ciele, na sercu mi ulżyło. Pan Ollivander nie wyglądał na zaskoczonego, Narcyza także, raczej na przestraszoną.
- Orzech i włókno ze smoczego serca. Dwanaście i trzy czwarte cala, panno Tonks – roześmiał się nerwowo – Mam jednak nadzieję, że nie będzie panna czyniła tego samego, co panny krewna bliźniaczą rożdżką.
Spojrzalam pytajaco na Narcyze - o co chodzi Ollivanderowi? Nic nie wiedzialam o zadnej krewnej. I o jakie czynienie chodzilo? Moja ciotka szybko podziekowala Ollivanderowi, zaplacila i pospiesznie wyszla.
Gdy wyszlysmy zapytalam sie Narcyzy o jaka krewna chodzilo. Odpowiedziala, ze pan Ollivander na pewno sie pomylil, ale widac bylo, ze klamie. Nie robilam awantury. Gdy kupilysmy juz kociolek, poszlysmy do ksiegarni Esy i Floresy po ksiazki. Z ksiazkami szybko poszlo. Mialam juz dosc zakupow na dzisiaj. Przy samochodzie spotkalysmy juz Dracona z Lucjuszem. Lucjusz mial rozcieta warge. Narcyza szybko do niego podbiegla. Spojrzalam pytajaco na Dracona, ale on tylko wzruszyl ramionami. Gdy wracalismy Lucjusz nam opowiedzial, ze pobil sie z Arturem Weasleyem. Gdy weszlismy do dworu, Narcyza powiedziala, zebysmy z Draconem zabrali zakupy i poszli do swoich pokojow. Gdy wykonalam polecenie, Draco wszedl do mojego pokoju.
- Moge? - zapytal.
Kiwnelam glowa. Usiadl na lozku i powiedzial, ze byl dzis w bardzo ciekawym miejcu z ojcem. Nie zrozumialam - przeciez caly dzien robilismy zakupy. Powiedzial, ze byl na ulicy Smiertelnego Nokturnu. Spojrzalam na niego pytajaco. Rozesmial sie.
- Czy ty w koncu dzis cos powiesz? W ogole sie nie odzywasz - powiedzial.
- Masz racje, przepraszam. Po prostu strasznie sie denerwuje do jakiego domu mnie przydziela. No to co to jest ta ulica Smiertelnego Nokturnu?
Opowiedzial mi, ze to ulica rownolegla do ulicy Pokatnej. Robia tam zakupy czarnoksieznicy. Bylam zdumiona, co oni tam robili? Powiedzial, ze jego tata zalatwial cos na jednym ze sklepow z tej ulicy. Zaproponowal, zebym pokazala mu swoja nowa rozdzke. Gdy mu ja podawalam, spytalam sie czy nie wie czegos o tej krewnej, o ktorej mowil Ollivander. Powiedzial, ze nie. Szkoda. Teraz zarzadalam, zeby mi opowiedzial cos o bojce w Esach i Floresach. Powiedzial, ze Artur Weasley to ojciec najlepszego kumpla Harrego Pottera, Rona Weasleya. Harry i Ron to najwieksi wrogowie Dracona, juz mi o nich opowiadal. Artur jednoczesnie jest tez pracownikiem Ministerstwa Magii, ale naprawde slabo zarabia. Nie moglismy juz rozmawiac dluzej, ale zawolano nas na kolacje. Dzis byla wyjatkowo wczesnie, bo jutro przeciez razem z Draconem ruszamy do Hogwartu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
:) fajne
OdpowiedzUsuńsuper :*
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam, bardzo ciekawe!! Piszcie dalej! Może jeśli, któraś z was ma jakieś zdolności graficzne ...to może przedstawcie waszą Konkordię Tonks? Trochę trudno ją sobie wyobrazić <3
OdpowiedzUsuńP.S. Pamiętajcie o jej kocie :)
Świetnie się czytało :))
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie sie czyta ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.